VIE Wiedeń

  • Zapisz tekst bieżącej strony do PDF
  • Drukuj zawartość bieżącej strony

Wiedeń pokazuje, że można biegać wszędzie. Nawet dookoła lotniska.

Artykuły

Nad Dunaj

        Już dwa razy obiegłem tą trase. Za pierwszym razem miałem pecha. Najpierw padła "komórka" i nie mogłem zrobić dokumentacji zdjciowej. Potem na dodatek coś wcisnąłem nie tak i połowa trasy si nie zapisała. Za drugim razem poszło gładko i dziki temu mog Wam przedstawić nową trase do wykorzystania w czasie pobytu w VIE. W dużej czści pikna krajobrazowo. Niestety, trzeba pokonać odcinek wzdłuż autostrady. Za to - jak to w Wiedniu - jest nagroda. Bieg w rytm walca " Nad piknym modrym Dunajem". Polecam ( nawet przy upale 29 stopni ).

           Link do trasy

Dookoła lotniska w Wiedniu

Wiedeń zdobyty !!!

Czyli

Złe miłego początki

            Z moich doświadczeń z bieganiem wokół portu lotniczego w Wiedniu wynikało, że jest to teren raczej nieprzyjazny biegaczom. Brak dróżek rowerowych i chodników powoduje, że teren wokół portu jest przyjazny jedynie samochodom. Ostatni nieco dłuższy pobyt w tym miejscu spowodował dość sporą zmianę w moich zapatrywaniach. W końcu tylko krowa nie zmienia poglądów. Ale po kolei.

              Najpierw zgrały się trzy rzeczy: miałem wolne popołudnie, zrobiła się ładna pogoda, znalazł się kolega Tomek – równie nawiedzony – który chciał pobiec razem ze mną. Taka okazja zdarza się tylko raz. Ruszyliśmy więc na spotkanie przygody równo o 13:00. Założenie – spokojna wycieczka biegowa dookoła lotniska Wiedeń-Schwechat. Początek trasy to znana już droga do Fishamend. To jeden z tych nieprzyjemnych kawałków. Trzeba przeciąć parking obok marketu, a potem wzdłuż drogi szybkiego ruchu i na pierwszym zjeździe skręcić w prawo. Dużo samochodów i hałasu. Znów w prawo, w lewo na wiadukt i tu już zaczyna się sielanka. No prawie. Początkowo ustępujemy drogi olbrzymim ciężarówkom, które wyjeżdżają z pobliskiej żwirowni. Wkrótce jednak pozostajemy tylko my, droga i płot lotniska, za którym widać samoloty lądujące na pasie 34. Dobiegamy do górki spoterów. Stąd rozpoczyna się już TERRRA INCOGNITA – nieznana ziemia po której nie stąpały nasze buty biegowe

.

Słońce tak daje, że zastanawiam się, czy nie ubrałem o jedną warstwę za dużo. Na lewo sielski krajobraz. Pola, miasteczko gdzieś w dole, cmentarz, i znów pola. Tak dobiegamy do drogi na Schwadorf. Tu trochę cywilizacji. Ulica, tory, asfaltowa ścieżka rowerowa. Miło i ciepło. Wkrótce – tuż przed tablicą z nazwą miasteczka, skręcamy znów w prawo.

No teraz to już zupełny odjazd ( znaczy odbieg – tak myślę ). Wiejska droga, jakiś jar, znowu pola, sarenki. Znów pas 34. Tym razem z drugiej strony. Widoki po horyzont.

Cały czas trzymamy się wytyczonej trasy, ale i tak właściwie nie można się zgubić. Od razu widać – w przeciwieństwie do Helsinek czy Frankfurtu - gdzie biegnąć, jeżeli chce ktoś zrobić taką rundę jak my.

                  Spokojnie dobiegamy do jakiegoś przysiółka. Nazywa się wdzięcznie Katharinenhof.

To już za połową drogi. Czas zrobić krótką przerwę. Posilamy się nieco. Batoniki smakują wyśmienicie. Czy was też dopada głód tak gdzieś na 14-tym kilometrze? Ktoś mógłby zrobić na tym pracę doktorską. Za wioską znów wyłania się lotnisko. Tym razem pas 29 i zabudowania portu. No to jest „cóś piknego”.

Atmosferę idylli psuje nam tylko zapach, a właściwie po prostu smród. Gdzieś rozerwało rurę kanalizacyjną, bo mijamy samochody techniczne i panów, którzy „nurkują” w pobliskich studzienkach. Muszą nas nienawidzić. Dobiegamy znów do ogrodzenia. Czujemy już nogi, więc z wdzięcznością witamy jego załamanie . Odtąd już będzie z górki.

Niestety, to podpucha. Wkrótce znów podążamy na zachód. Dopiero za jakeś 800 m przyjdzie nam wreszcie obrać kurs powrotny.

Widzimy już rafinerię, którą zna każdy kto startował z pasa 29 w Wiedniu. Nocą to jasny punkt orientacyjny. Teraz w promieniach zachodzącego słońca zwiastuje rychły koniec wycieczki.

No – nie taki rychły. Które kilometry są najcięższe? ……. Te ostatnie. W dodatku robi się chłodno. Jednak ta dodatkowa warstwa ubrania przyda się na coś.  Mijamy maszyny rolnicze rozsypujące gnojówkę ( znów smród – to już jakieś fatum ).

Mijamy terminal General Aviation -  tu zaczyna się port lotniczy. Na pobliskim skrzyżowaniu musimy udawać samochód, bo przejścia dla pieszych nie ma.

No i wreszcie trafiamy na znaną już dróżkę asfaltową w kierunku lotniska. To fragment jedynej w okolicy trasy rowerowej wytyczonej z centrum miasta na lotnisko. Teraz to już naprawdę „z górki”. Trzeba jeszcze tylko wykonać  slalom między budynkami portu i samochodami, które są wszędzie.

              I tak kończy się wycieczka. Wyszło niecałe 24 km. Trasa warta polecenia. Gdyby ktoś chciał to niech się wybierze, bo warto. Niestety w naszym hotelu nie ma rowerów do wynajęcia, więc pozostaje wersja HARD na własnych kapciach. Ale to przecież żaden kłopot dla latających biegaczy. Takie dłuższe rozbieganie.

               LINK DO MAPKI

Górka spotersów

Bieg do górki spotersów to jakieś 10 km z hotelu HM Vienna. Troch trzeba biec wzdłóż trasy szybkiego ruchu, ale za to później to już tylko sama przyjemność. Przy górce można zrobić jakieś rozciąganie, lub po prostu posiedzieć na ławeczce przy jakimś izotoniku i pogapić się na samoloty. Lotnictwo to piękna rzecz.

TRASA

Rozwiń Metryka

Podmiot udostępniający informację:
Data utworzenia:2017-09-11
Data publikacji:2017-09-11
Osoba sporządzająca dokument:
Osoba wprowadzająca dokument:Jerzy Stypa
Liczba odwiedzin:540