Aktualności

  • Zapisz tekst bieżącej strony do PDF
  • Drukuj zawartość bieżącej strony

Artykuły

Trzeba mieć marzenia

               Gdyby wszystko było normalnie, właśnie grzalibyśmy się przy kaloryferze i lampce czegoś mocniejszego po kolejnej edycji mojego ulubionego biegu Noc STO-nogi. Zmęczeni, tym zmęczeniem organizatorów i wolontariuszy, które tak różne jest przecież od zmęczenia uczestników. Urobieni po łokcie, oślepieni czołówkami, rozedrgani dziesiątkami podejmowanych decyzji, wyziębnięci, zakatarzeni, jednak przecież zadowoleni. Pomału wraca uśmiech na twarz i ulga, że prawie wszystko się udało. Że kolejny raz zrobiliśmy coś fajowskiego. Że przyjechali biegacze, czasem nawet z daleka, żeby wziąć udział w wymyślonym przez nas wariactwie. Że dobrze się wszyscy bawili bieganiem.

pusty park

             Jednak nie jest normalnie. Ten rok 2020 nie jest w ogóle normalny. Musieliśmy i ciągle musimy mierzyć się z problemami, przy których brak udziału w wymarzonych zawodach to pestka. Z coraz większym niepokojem spoglądamy w najbliższą przyszłość, bojąc się o zdrowie, rodzinę, pracę. Wielu z nas stoi na pierwszej linii frontu walki z zarazą. Niepokój, lęk, beznadzieja. Takie nastroje tłuką się po głowie, gdy podsumowujemy ten ostatni sezon. Sam, jako biegacz i organizator Biegów balansuję między deprechą a nadzieją.

 

            Bo w końcu w tym całym szaleństwie mamy coś, czego można się przychwycić. Jesteśmy szczęściarzami. Mamy BIEGANIE. Próbowano nam je odebrać. Dużo trzeba było zaparcia, by się nie poddać. By mimo ogromnego „oporu materii” kontynuować swoje plany treningowe, modyfikując je raz po raz. Podwójni szczęściarze mogli nawet wziąć udział w zaplanowanych zawodach. Życiówki do tego pobić. Spora grupa biegaczy wymyśliła sobie bieganie na nowo, podejmując wyzwania, których jeszcze nikt nie wymyślił, albo ruszyli ścieżkami, po których jeszcze nikt nie biegał. Bo przecież biegać można wszędzie, w każdych warunkach i o każdej porze. Można było zamienić buty biegowe na górskie i zwolnić trochę, oglądając góry z zupełnie innej perspektywy. Można było i odwrotnie, przesiąść się na rower i w jeden dzień zrobić taki dystans, którego biegiem nie udałoby się nijak przedreptać.

            Boję się planować. Boję się „rozśmieszać Boga”. Drzemie w nas jednak niepoprawny optymizm. Kto nic nie planuje na przyszły rok – ręka do góry. Przełożone zawody przecież się kiedyś odbędą. Parafrazując znane powiedzenie – Biegać, ćwiczyć, nie żałować, bieda musi pofolgować. Może znajdzie się wreszcie ta mityczna szczepionka. Może COVID sam odpuści, jak wiele innych epidemii w historii ludzkości. Nie łudźmy się. Świat – ten nasz biegowy również – nie wróci już na stare dobre tory. Nie wiem jak to będzie. Życzę jednak sobie i Wam, żebyśmy się za rok spotkali w Stawisku na kolejnej szalonej wyrypie zwanej Nocą STO-nogi. Wy znów zawalczycie „o pietruszkę”, a My Wam za to upieczemy najwspanialsze kiełbaski świata nad niezdrowym,  nieekologicznym, a tak przyjemnym ogniskiem.

                  Trzeba mieć marzenia!!!

                        Jerry49

 

Zdjęcia:

Jakub i Jerzy Stypa

Odwołują, odwołują .....

           Stało się moi drodzy. Znów musimy odwołać nasz Bieg. Boli mnie to podwójnie, bo Noc STO-nogi to takie moje dziecko ulubione. Do ostatniej niemal chwili czekaliśmy z decyzją. Sytuacja jednak pogarsza się z dnia na dzień. I nie chodzi tu tylko o tą zarazę, która rozpanoszyła się po świecie. Chodzi też o wszystko, co dzieje się naokoło nas. Trudno było mi ubrać w słowa to jak widzę obecną sytuację. Pandemia staje się pomału nie tylko kwestią wiary, tylko realnych faktów. Z jednej strony informacje mniej lub bardziej związane z faktami, z drugiej strony coraz większa ilość ofiar COVID 19.  W sukurs przyszli mi organizatorzy Łemkowyna Ultra Trail.

           Napaliłem się „jak szczerbaty na suchary”, żeby wziąć udział w Łemko maratonie 48. Czekałem, ćwiczyłem, biegałem. Aż tu nagle łup - odwołują. W pierwszej chwili oczywiście załamka. Dlaczego? Przecież tyle trudu, tyle przygotowań. I wszystko rzucić z powodu pandemii. Kto się zaraża w górach? Tam najwyżej kleszcza można złapać. Ale wkrótce, organizatorzy opublikowali oświadczenie. Przeczytałem i ser mi z dzioba wypadł. Przecież to jest to, co chodziło po mojej głowie od dawna. Moglibyśmy przecież zorganizować Noc STO-nogi w Stawisku zgodnie z ograniczeniami covidowymi, ale:

„ w ciężkich przypadkach nasi uczestnicy są przekazywani jednostkom ratownictwa medycznego (tj. od naszych służb zabiera ich karetka systemowa i przewozi do szpitala).”

   I dalej:

  ‘Sytuacje wielogodzinnego oczekiwania na karetki lub nieprzyjmowania pacjentów z karetek do szpitali nie są tylko jednostkowym incydentem w Warszawie, o którym mogliście dowiedzieć się z mediów w ostatnich dniach. Brak dostępności karetek czy kolejki karetek pod SOR-ami, to ostatnio codzienność także na terenie, przez który biegniemy. I niestety statystyka pokazuje, że ten trend w najbliższym tygodniu będzie przybierał na sile.”

      Właściwie mógłbym się podpisać pod tym tekstem obiema rękami. Coraz mniej jest dzisiaj mądrych słów. Te według mnie trafiają w sedno. Polecam, więc tekst oświadczenia organizatorów ŁUT i tym, co biegają z dala od cywilizacji często wykraczając daleko poza strefę komfortu, i tym co organizują mniej lub bardziej hard core’owe  zawody. Bowiem pandemia – szczególnie w naszym kraju – to nie tylko wstrętny zarazek o skomplikowanej nazwie, który potrafi zaatakować podstępnie i zabrać nam wszystko – zdrowie, płuca, życie. To też cała otoczka związana ze służbą zdrowia, chaosem i szumem informacyjno-dezinformacyjnym.

        Tak, więc odwołujemy tegoroczną Noc STO-nogi. Czekamy lepszych czasów dla biegaczy. Trzymajcie się zdrowo. Biegajcie szczęśliwie. I uważajcie na siebie. Dzisiaj każda, nawet niewielka kontuzja może stać się „życiowym” problemem.

                                                                                                  Jerry49

Jak żyć panie premierze?

  Długo zastanawiałem się jak nazwać stan, który mnie ogarnął po wybuch pandemii. Apatia? Gniew? Rezygnacja? Każdy pewnie na swój sposób zareagował na to, jak świat zaczął się nagle zmieniać na początku marca. Różnie nas to też dotknęło. Jedni po prostu spędzali więcej czasu w domu. Inni musieli zderzyć się ze ścianą z napisem „ pani/panu już dziękujemy”; Jeszcze inni mieli taki zasuw, że nie było czasu „taczki załadować”. Ja szczęśliwie uplasowałem się gdzieś po środku – przynajmniej na razie. Mimo tego, wytrącenie z normalnych torów życia spowodowało u mnie coś w rodzaju zamknięcia i obrazy na to, co się naokoło dzieje. Kiedyś taki stan ducha nazwano „emigracją wewnętrzną”. Wtedy powody udania się na taką emigrację były zupełnie inne, ale skutki podobne. Odcięcie i brak reakcji na sygnały nadchodzące z zewnątrz.Park COVID 19

                   Jako organizatorzy kilku imprez biegowych, musieliśmy je odwołać. Nie żyjemy z tego, więc mogliśmy spokojnie zawiesić działalność bez szczególnych skutków finansowych. Pozostała jednak duża luka po tej specyficznej przyjemności, po tej adrenalince związanej z organizacją, z poczuciem, że znów coś się udało. Że jak zawsze przybyła ta ferajna zakręconych wariatów gotowych na każdą biegową „wyrypę”.

               Z drugiej strony można było złapać oddech, dystans do naszych poczynań. Wreszcie zrobić bilans zysków o strat. Zastanowić się, co jest tak naprawdę ważne w tym BIEGANIU. Czy to, że rzuciliśmy się w ten biegowy świat jak szczerbaty na suchary, przyniosło na więcej radości, czy bólu. Czy ciągnąć to dalej?  Czy nam się po prostu chce? To jest pytanie na dziś. Na tą chwilę przełomu w rzeczach dużych i małych. Przyznam, że na to pytanie nie znalazłem jak dotąd odpowiedzi.

              Na razie – tak jak większość biegaczy – liżę rany. Zmieniam swoje plany biegowe, które na szczęście jeszcze ciągle mam. Staram się złapać jakąś równowagę pomiędzy starym a nowym. Kontynuować treningi, pamiętając jednak o maseczce przy każdym wyjściu z domu. Spotykać się ze znajomymi i zachowywać dystans społeczny. Witać się radośnie i dezynfekować ręce. Każdego dnia walczyć z natrętnymi myślami, czy ten poranny katarek to po wczorajszym bieganiu, czy to już czas na kwarantannę i testy. Pewnie macie to samo. Wiem już, że moje zachowania są w gruncie rzeczy standardowe. To też nauczka poprzednich miesięcy. Tak to do codziennych ćwiczeń stabilizacji kończyn dolnych przyszło nam dodać codzienne ćwiczenia w stabilizacji życiowej.

                                     Życzę Wam i jednej i drugiej

 

                                                                       Jerry49

Rozwiń Metryka

Podmiot udostępniający informację:
Data utworzenia:2016-09-19
Data publikacji:2016-09-19
Osoba sporządzająca dokument:
Osoba wprowadzająca dokument:
Liczba odwiedzin:4070